Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 30 lipca 2013
MFF T-Mobile Nowe Horyzonty 2013 - relacja na LTB
Na LTB ukazała się nasza relacja z Nowych Horyzontów 2013.
Piszemy w niej sporo o propozycjach Ibero-Amero i zdradzamy publikacyjne plany.
W najbliższych tygodniach zamieścimy na ORX wywiady z nowohoryzontowymi twórcami. Nasi festiwalowi rozmówcy to: Dominga Sotomayor Castillo (tym razem w roli jurorki), Enrique Rivero i Leonardo Brzezicki.
Już teraz serdecznie zapraszamy!
sobota, 20 lipca 2013
MFF T-Mobile Nowe Horyzonty 2013
Witamy z Nowych Horyzontów!
Jak co roku zapraszamy Was do czytania naszych krótkich raportów na Twitterze (@ltborx), Facebooku i naszych stronach, a po festiwalu - na relację i rozmowy z twórcami. Ćwierknięcia z przestrogami, poleceniami i zachwytami znajdziecie też w prawym i prawie górnym rogu Louder Than Bombs i Orxaterii, w społecznościowej ramce News had just come over.
Pozdrawiamy i do przeczytania!
poniedziałek, 1 lipca 2013
Piel - NASZA rozmowa

Prawie trzy miesiące temu podaliśmy Wam na przystawkę wywiad z gwiazdą jednego z ich teledysków, a jako wzorowi gospodarze - tuż po przystawce serwujemy danie główne. Przed Wami Piel - jedne z najzdolniejszych klipmejkerek dzisiejszych czasów.
Edit: Przed chwilą (5/7/13) otrzymaliśmy informację, że grupa Piel zakończyła swoją działalność, a Laura Manson i María Zanetti będą od tej pory tworzyć pod własnymi nazwiskami. Czując się niczym nieustraszeni pogromcy duetów mówimy: szkoda i mamy nadzieję, że ich solowa twórczość będzie równie dobra jak wspólne projekty.
Versión en español abajo
Nazywacie się Piel (hiszp. skóra) i gdybyśmy musieli strzelać dlaczego - wskazalibyśmy chyba na ekspozycje ciał w Waszych teledyskach. Kiedy myślimy o Efecto widzimy przylegający strój, niczym drugą, kolorową skórę, gdy oglądamy Gozo widzimy mechaniczny taniec Daft Punk, któremu człowieczeństwa dodaje ludzkie ciało. Oglądając na repeacie niezwykle sensualne Decepciones czujemy wszystko skórą Sofii Cantarini.
Nie burzcie tej zgrabnej teorii i powiedzcie, że mamy rację.
Nie będziemy jej burzyć! Oczywiście nazwa odnosi się do ludzkiego ciała, ale przede wszystkim do wrażliwości odczuwania i zmysłu dotyku. Powiedzenie hay piel przywodzi na myśl iskrzenie, łączenie i właśnie do tego dążymy - do tworzenia obrazów połączonych, czyli takich, które dobrze ze sobą grają. To sceny łączące się na zasadach dyktowanych przez historię, muzykę czy oczekiwania twórcy, który się do nas zwraca. Skóra to nie tylko największy narząd ludzkiego ciała, ale także ten, który najszybciej się regeneruje. W pewien sposób „bycie Piel” pozwala nam podróżować przez nieskończone estetyczne drogi i zagłębiać się aż do granic w napotkaną wrażliwość.
Ciało i skóra to także istotne składniki Waszych indywidualnych działań. Pomarszczona skóra mistrza ping-ponga z filmu Marii kontrastuje ze smukłymi ciałami modnie ubranych modelek z portfolio Laury. To przypadek czy sytuacja dobrze pokazująca różnice stylistycznych zainteresowań?
Interesuje nas ciało, bo interesują nas ludzie i osobowości - to najważniejsza rzecz, która nas łączy. Nasze różne zainteresowania nakładają się na siebie w celu wydobycia tego, co najlepsze, najbardziej wiarygodne i prawdziwe z osób, które kręcimy.
Powiedzcie o tym jak się poznałyście i skąd pomysł, by razem tworzyć teledyski. Czy pamiętacie konkretny moment, w którym pomysł przerodził się w działanie?
Poznałyśmy się podczas pracy nad bardzo stresującą reklamą, którą reżyserował pewien Turek. Któregoś wolnego wieczoru poszłyśmy razem na drinka i można powiedzieć, że nasza przyjaźń rozpoczęła się od wspólnego katharsis. Po jakimś czasie spotkałyśmy się oglądając show z Lolą Gasparini (Isla de los Estados) i wyobraziłyśmy sobie teledysk, którego akcja toczy się w lesie. W tym samym tygodniu zaczęłyśmy wysyłać sobie próbne wersje i materiały. Po miesiącu stałyśmy już za kamerą. To wydarzyło się bardzo szybko, czas od idei do realizacji był naprawdę minimalny. Przekonanie, że może się udać sprawiło, że udało nam się wystartować i spotkać ludzi - takich jak Matías Nicolás, Pablo Colella czy Eugenia Sangalli - którzy natychmiast wsparli nas - także swoim talentem. Ich praca była fundamentalna przy realizacji naszych wczesnych pomysłów.
Czy Argentyna jest dobrym miejscem na tworzenie sztuki? Czy da się tu z niej utrzymać? Pytamy z jednej strony o Wasze własne doświadczenia, a z drugiej o szerszy obraz krajowej sceny kulturalnej. Spotykacie się z muzykami, jak oni to widzą?
Argentyna to wielka przestrzeń do tworzenia, ale jednocześnie ciężko jest poświęcić się tu wyłącznie sztuce, choć oczywiście nie jest to niemożliwe. Warunki socjopolityczne i ekonomiczne były u nas zawsze niestabilne i niepewne i to sprawiło, że zawsze szukaliśmy nowych form - tworzenia i produkcji - pobudzając tym samym naszą kreatywność. Są u nas świetni muzycy, artyści, ludzie kina, fotografowie, dramaturgowie, pisarze, a scena kulturalna jest naprawdę szeroka. Z drugiej strony to kraj wspaniałych i niezwykle zróżnicowanych pejzaży, a Buenos Aires to ogromna kosmopolityczna metropolia z bardzo interesującą ludzką fauną. Dla nas, które żyjemy tu na co dzień, trudnością nie jest tworzenie, ale znalezienie nowych dróg rozpowszechniania twórczości bardziej współczesnej, nowoczesnej, która - jeśli już istnieje - to w bardzo zredukowanej i ograniczonej formie. Żeby poświęcić się wyłącznie sztuce trzeba na niej zarabiać, a scena niezależna nadal potrzebuje pieniędzy i inwestorów z otwartymi umysłami.
Śledzicie na bieżąco nową sztukę/muzykę/kino argentyńskie? Wiecie co dzieje się w innych krajach Ameryki południowej? Czy możliwe jest w ogóle wyróżnienie wspólnych dla całego kraju nurtów? A może dostrzegacie zjawiska charakterystyczne dla całego kontynentu?
Z naszej dwójki to Maria jest bardziej związana z lokalnym kinem, sztuką i muzyką. Obie staramy się jednak być na bieżąco i interesuje nas to, co dzieje się we wszystkich pozostałych krajach Ameryki Południowej. W sferze estetyki ciekawi nas jednak bardziej uniwersalny język, typ sztuki, która nie zdaje relacji z tego gdzie została zrealizowana, a zamiast tego odpowiada na pytania: jak? i dlaczego?
Czy mimo to czujecie się częścią większej grupy? Artyści z Ameryki południowej często podkreślają, że rozwój kulturalny w ich państwach opiera się często na przyjaźni i współpracy między młodymi twórcami.
Nie sądzimy, aby była to idea wyłącznie latynoamerykańska. Oczywiście kooperacja jest bardzo potrzebna w rozwoju artystycznym i kulturalnym, ale przede wszystkim liczy się to na poziomie osobistym, jednostkowym. Czujemy się częścią wielkiej globalnej sceny tej planety.
Wróćmy do klipów. W Waszych teledyskach dostrzegamy echa europejskich filmów nowofalowych z drugiej połowy XX w. To dobry trop? Inspiruje Was kino, a jeśli tak - sięgacie do tradycji narodowych, amerykańskich czy - jak nam się wydaje - zerkacie często w stronę europejskiej stylistyki?
Zdecydowanie nouvelle vague jest silnym źródłem inspiracji, ale oczywiście nie jedynym. W naszych klipach udało nam się osiągnąć charakterystyczny osobisty rys, który je łączy, ale każdy teledysk narodził się z różnych inspiracji. Czerpiemy nie tylko z kina, ale także z fotografów i artystów.
Ciągle poszukujemy i każda nasza praca prowadzi nas w inne miejsce. W niektórych przypadkach filmowałyśmy w sposób bardziej eksperymentalny i oczywiście wszystkie tego typu wybory powodują, że nasza twórczość przyjmuje dodatkowo własną formę. Bagaż odniesień zawsze przekłada się jednak na dzieło w sposób mniej lub bardziej dosłowny. W przypadku Decepciones Banda de Turistas najbardziej oczywistą inspiracją był Jean-Luc Godard i Anna Karina, ale w Balanceo Isla de los Estados czerpałyśmy z o wiele chłodniejszej stylistyki północnoeuropejskiej. W Efecto Aldo Beniteza i Javiery Meny wyszłyśmy z bazy bardziej współczesnej i ściślej teledyskowej. Aktualnie kręcimy wideo Marii Evy i wybrałyśmy dla niego estetykę popową z zabarwieniem latino, nie porzucając jednocześnie uniwersalnej strony klipu.
Mówiliśmy o starym kinie, przejdźmy więc może do kolejnego charakterystycznego tematu pojawiającego się w Waszych klipach, czyli fascynacji stylem retro - starymi grami, jak w Ping Pong Master, rekwizytami z końcówki ubiegłego stulecia w Decepciones, technikolorem Efecto. Lubicie sięgać po starocie? I czy - podobnie jak w Europie - retro jest dziś modne?
Nie wiemy czy jest modne, ale wiemy, że nas zachwyca. Być może na świecie faktycznie istnieje pewna wspólna melancholia, ale nasze intencje wiążą się przede wszystkim z nadaniem starociom nowych znaczeń; to dlatego mieszamy estetykę retro z elementami współczesnymi manifestując w ten sposób postmodernistyczny charakter naszej pracy.
Poruszacie się na granicach sztuki, muzyki, filmu, ale także mody. Czy trendy w kulturze - takie jak np. nostalgia za stylem ubiegłych dekad - są dziś łatwe do określenia?
Są oczywiście identyfikowalne, ale sięgamy po nie tylko w określonych przypadkach. Wszystko jest kwestią gustu, intencji i intuicji.
A teledyski? Czy wewnątrz tej dziedziny da się wskazać dominujący nurt?
Jeśli tak - jak ma się do nurtów popularnych w nowym kinie? Czy czujecie się reżyserkami, które mogłyby i chciały sprawdzić się w długim metrażu? Czego jest więcej w klipach - filmu czy muzyki?
Z każdym kolejnym teledyskiem stawiamy sobie nowy cel i chcemy zawrzeć w nim coś innego, coś, co oddzieli go od pozostałych. Zależy nam, by widz od razu wiedział, że to my nakręciliśmy ten klip. Chodzi o to, by to odczucie było naturalne i wynikało z tego, że podczas filmowania pozostajemy wierne naszej konkretnie określonej wizji. Mimo tego nie sądzę, by istniał styl, który nas charakteryzuje. Nie chcemy się powtarzać. To piosenki prowadzą nas do obrazów i sytuacji i to one, a nie trendy decydują o stylu. Dla nas najważniejszą zasadą jest pozostawanie w służbie muzyki. Gdy wymyślamy teledysk to piosenka jest najważniejsza, a dopiero kiedy kręcimy najbardziej istotny staje się obraz. Zależy nam aby w końcowym efekcie połączyć te dwa elementy - kino i muzykę - w jedność. Następnym etapem jest nie tylko długi metraż, ale też stworzenie pola mniej konwencjonalnym formom komunikacji i narracji.
Podkreślacie wagę muzyki w procesie tworzenia i nagrywacie swoje widea do naprawdę dobrych piosenek. Czy zdarzyło Wam się odrzucić propozycję, bo nie podobał Wam się utwór?
Zdarzają nam się propozycje kręcenia klipów do piosenek, które nam się nie podobają, ale zamiast je odrzucać staramy się znajdować bardziej eleganckie wyjście z takich sytuacji lub sposób na to, by przy okazji zrobić coś artystycznie pożytecznego. Generalnie jednak Piel narodziło się jako przestrzeń do tworzenia tego, co nam się podoba, z ludźmi, którzy nam pasują. Na pierwszym miejscu stawiamy nasz artystyczny język i staramy się szanować go w 100 procentach.
Z jakimi artystami najbardziej chciałybyście współpracować? Marzycie o kręceniu dla popularnych grup czy lepiej czujecie się w bardziej niezależnym środowisku?
Chciałybyśmy pracować ze wszystkimi artystami, których twórczość nam się podoba, a jest ich naprawdę dużo. Niektórzy są bardzo popularni, ale jeśli chodzi o scenę lokalną większość tych, których byśmy wybrały to twórcy niezależni.
Moim marzeniem jest praca z Beckiem, bo to jedyny artysta, którego jestem absolutną fanką. Jako niepoprawna melomanka mogłabym jednak bez końca wymieniać wymarzone grupy, a i tak byłaby to niepełna lista. Jeśli chodzi zaś wyłącznie o kwestię popularności - staramy się koncentrować na artystach proponujących rzeczy mniej komercyjne, a przez to bardziej niszowe.
Czy jako Argentynki tworzące w alternatywnym środowisku czujecie się podwójnie
wykluczone z mainstreamu? Jak w Argentynie postrzega się sztucznie wykreowaną dominację, choćby USA, w dziedzinie nowej muzyki?
W ogóle nie czujemy się wykluczone! Obie pracujemy w reklamie i w telewizji i dobrze wiemy jak wyglądają kulisy funkcjonowania mainstreamu, ale na poziomie osobistym zupełnie nie interesują nas sztuczne wytwory amerykańskiego przemysłu muzycznego.
Czy jest jakieś pytanie, na które chciałybyście odpowiedzieć, a którego nikt Wam nigdy nie zadał? Jeśli tak, to śmiało, mikrofon jest Wasz.
Chętnie wypowiemy życzenie! Chciałybyśmy, by Piel nadal się rozwijało i stało się czymś więcej niż artystycznym duetem i firmą produkcyjną. Interesują nas bardzo utalentowani twórcy, którzy tworzą na naszym podwórku, a teledysk jest dziedziną, którą chcemy eksplorować. Czujemy, że zaczynamy budować coś większego, a naszym celem jest stworzenie miejsca do tworzenia i produkcji, które jednocześnie będzie badać nieskończone obszary ekspresji.
Si tuviéramos que buscar el origen de vuestro nombre Piel apostaríamos por el papel principal que asignáis en vuestros vídeos al cuerpo humano. Cuando pensamos sobre Efecto vemos un traje ajustado, como si fuera una segunda piel colorida, el video para Gozo se parece a la danza mecánica de los Daft Punk, pero en vuestra versión es un baile 'humanizado' por el cuerpo. Al ver el video sensual para Decepciones podemos percibir todo a través de la piel de Sofia Cantarini. Por favor, no desmanteléis nuestra teoría brillante y decídnos que tenemos razón.
No queremos contradecirlos! por supuesto refiere al cuerpo humano pero principalmente a la sensibilidad y al sentido del tacto. Decir que "hay piel" implica una conexión y esto es a lo que apuntamos, trabajar con imágenes que conecten y estén al servicio de la música, de una historia o inclusive un cliente. La piel no solo es el mayor órgano del cuerpo humano sino también el que más rápido se regenera, de alguna manera ser Piel nos permite transitar por infinitos caminos estéticos explotando la sensibilidad del contenido al máximo.
El cuerpo es también un elemento importante de vuestros trabajos individuales. La piel arrugada del maestro del ping-pong, protagonista de la película de María, contrasta con cuerpos esbeltos de las modelos bien vestidas que vemos en el portafolio de Laura. ¿Es una pura casualidad o un buen ejemplo de vuestros diferentes intereses?
Nos interesa el cuerpo porque nos interesan las personas, este es el punto en común más importante entre nosotras y nuestros diferentes intereses se funden en el objetivo de sacar lo mejor y más honesto de los que estén adelante de la cámara bajo nuestra dirección.
Decidnos un poco sobre vuestra historia común. ¿Cómo os habéis conocido y cómo surgió la idea de realizar vídeos juntas? ¿Os acordáis de un momento que fue decisivo cuando la idea se convirtió en acción?
Nos conocimos trabajando en una producción publicitaria muy estresante con un director turco y una noche libre nos fuimos a tomar una cerveza juntas y podríamos decir que nuestra amistad comenzó haciendo catarsis. Al tiempo nos encontramos viendo un show con Loló Gasparini (Isla de los Estados) y flasheamos con un video en un bosque, esa misma semana empezamos a enviarnos animatics y referencias y al mes estábamos filmándolo. Fue decir y hacer instantáneo y esa convicción nos ayudó a cruzarnos con gente que automáticamente nos brindaba su apoyo y su talento, como Matías Nicolás (DF), Pablo Colella (editor) y Eugenia Sangalli (pelo y makeup). El trabajo de ellos fue fundamental para que lo concretáramos.
¿Es Argentina un buen lugar para crear? ¿Es posible dedicarse únicamente al arte? Por un lado queríamos preguntar por vuestra experiencia, por otro, por una imagen general de la escena cultural argentina. Habéis trabajado con varios músicos, ¿sabríais decir cuál es su opinión sobre el asunto?
Argentina es un gran lugar para crear y a la vez es difícil dedicarse únicamente al arte, aunque no imposible. Las condiciones socio-políticas y económicas fueron históricamente inestables e inciertas y eso nos ha llevado a buscar nuevas formas de creación y producción y a no conformarnos creativamente. Hay excelentes músicos, artistas plásticos, cineastas, fotógrafos, dramaturgos, escritores y la escena cultural es muy amplia. Por otro lado es un país con hermosos paisajes y de lo más variados y Buenos Aires es una ciudad cosmopolita enorme con una fauna humana muy interesante.
Para nosotras que vivimos acá lo difícil no es crear sino encontrar nuevos canales de difusión para una escena más contemporánea y moderna, que si bien existe es muy reducida.
Y para dedicarse al arte exclusivamente se necesita ganar dinero con lo que uno hace, en ese sentido más allá de los trabajos comerciales que realizamos la escena independiente sigue careciendo de recursos económicos, necesitamos inversores más audaces con la cabeza más abierta.
¿Dais seguimiento al arte, a la música y al cine argentino recientes? ¿Os interesáis por lo que esta artísticamente pasando en otros países de América Latina? ¿Os parece posible nombrar unas corrientes artísticas comunes para el arte argentino o para todo el continente?
Sinceramente, María está más conectada con el cine y yo con el arte y la música a nivel local. Y ambas estamos atentas y nos interesa lo que sucede en el resto de latinoamérica, pero no particularmente. Estéticamente nos interesa un lenguaje más universal, un tipo de arte que no de cuenta dónde fue realizado sino cómo y porqué.
Hemos notado que artistas latinoamericanos suelen subrayar la importancia de amistad y cooperación entre artistas jóvenes en el desarrollo cultural de sus países. ¿Os consideráis parte de un grupo o de una escena más grande?
No creemos que sea una idea exclusiva de artistas latinoamericanos, definitivamente es vital la cooperación para el crecimiento artístico y cultural en general pero más que nada a nivel personal. Nos sentimos parte de la escena del planeta.
Volvamos a los vídeos. En vuestros clips descubrimos ecos de películas europeas del cine de la nueva ola creados en la segunda mitad del s. XX. ¿Es una buena pista? ¿Buscáis inspiración en el cine? Si fuera así cuáles son los estilos que os parecen más inspiradores: el nacional, el (latino)americano o el europeo?
Definitivamente la nouvelle vague es una fuente muy fuerte de inspiración, pero no la única. En nuestros trabajos logramos una marca personal que los unifica pero cada clip tuvo una referencia diferente, y no solo nos nutrimos del cine sino también de fotógrafos y artistas. Estamos en constante búsqueda y cada obra nos fue llevando a diferentes lugares, en algunos casos filmamos de modo más experimental y por supuesto en ese momento (y en todos los casos) va tomando forma propia. Siempre el bagaje de referencias se transforma, de una manera más o menos literal.
En el caso de Decepciones de Banda de Turistas la inspiración más clara fue Godard y Anna Karina pero en Balanceo de Isla de los Estados utilizamos una estética noreuropea, mucho más fría. En Efecto de Aldo Benítez con Javiera Mena partimos de una base más clipera y contemporánea. Ahora estamos editando el videoclip de María Eva y nos propusimos una estética pop con tintes latinoamericanos pero sin dejar de lado la universalidad.
Y si ya hablamos de las películas antiguas pasemos a otro motivo característico para vuestros clips, es decir, una fascinación por el estilo retro que se manifiesta en el uso de los juegos anticuados, como en el Ping Pong Master, la utilería de los finales del siglo pasado en Decepciones o el tecnicolor del Efecto. ¿Os gusta emplear cosas desacostumbradas, del siglo pasado? ¿Estará el estilo retro muy de moda como en Europa?
No sabemos si está de moda pero definitivamente nos encanta. Quizás haya cierta melancolía pero más que nada tenemos la intención de resignificarlos mezclándolos con tintes contemporáneos, como una manifestación posmoderna.
Vuestra creación se desplaza entre el arte, la música, el cine y la moda. Las tendencias surgidas en la cultura moderna, como, por ejemplo, la nostalgia por las décadas anteriores, os parecen fáciles de identificar?
Son claramente identificables pero no las utilizamos en todos los casos, es una cuestión de gusto e intención.
Volviendo a los vídeos, ¿es posible identificar una corriente principal dentro de esta área? Si fuera posible, veis alguna similitud con las corrientes del cine moderno? ¿Os sentís ya preparadas para realizar un largometraje? ¿Tendríais ganas de hacerlo? ¿Es para vosotras una próxima etapa? ¿Qué es más importante en vuestros clips: el cine o la música?
Con cada video nos proponemos hacer algo diferente, que se despegue de los demás y el hecho de que al verlos sean claramente una producción de Piel fue algo que se dio naturalmente por ser fieles a nuestra visión al momento de filmar. Por eso no creo que haya una corriente que nos caracterice, no queremos repetirnos. Las canciones nos llevan a las imágenes y situaciones que son las que dictan el ritmo del video.
Para nosotras lo más importante es estar al servicio de la música, al generar la idea lo más importante es la canción y al filmar lo más importante es la imagen. Al final en los videoclips apuntamos a que cine y música sean una misma cosa.
Como próxima etapa no solo está el deseo de filmar largometrajes sino también abrir el panorama a otras formas menos convencionales de comunicación y narración.
Realizáis vídeos para unas canciones realmente buenas. ¿Habéis rechazado alguna vez un encargo porque no os gustaba la canción?
Nos pasa que nos han pedido propuestas para canciones o bandas que no nos gustan pero más que rechazarlos tratamos de buscar una salida elegante o la manera de hacer algo que sea provechoso artísticamente. Piel nació como un espacio para hacer lo que nos gusta con gente que nos cae bien y priorizando el lenguaje propio y eso lo respetamos 100%.
¿Soñáis sobre la colaboración con algún artista en concreto? ¿Con quién os encantaría trabajar? ¿Os gustaría realizar vídeos para unos grupos muy populares o preferís trabajar con artistas ‘independientes’?
Nos gustaría trabajar con todos los artistas que nos gustan! Y son muchísimos. Algunos son muy populares pero en lo que respecta a la escena local la mayoría de los que elegiríamos son independientes. Mi sueño es poder trabajar con Beck, es el único artista del que me puedo declarar fan absoluta. En mi caso soy una melómana incontrolable así que dar otros nombres me llevaría muchísimo tiempo y sería una injusticia para los que no estén en la lista pero más que nada ponemos el foco en artistas con propuestas diferentes de lo comercial o popular.
¿Como artistas argentinas que crean en un ambiente independiente os consideráis doblemente excluidas del mainstream? ¿Cómo se ve en Argentina el dominio artificial de los artistas estadounidenses en la nueva música popular?
No nos sentimos para nada excluídas. Las dos trabajamos en publicidad y televisión y sabemos como es el manejo del mainstream desde lo laboral, pero en lo personal no nos planteamos un dilema con los artistas artificiales americanos porque no nos interesan.
¿Hay alguna pregunta a la que os gustaría responder pero nadie os la hizo? Si fuera así, adelante, el micrófono es vuestro.
Nos interesan muchos realizadores talentosos que están dando vueltas por la escena local y el videoclip es un camino dentro de todo lo que aspiramos a hacer. Sentimos que estamos comenzando a forjar algo mucho más grande, nuestro objetivo es generar un espacio de creación y producción que investigue infinitas plataformas de expresión.
wtorek, 2 kwietnia 2013
Sofía Cantarini - NASZA rozmowa

Jako zapowiedź naszego wywiadu z argentyńskim żeńskim duetem reżyserskim Piel przedstawiamy Wam rozmowę z Sofíą Cantarini - obiecującą aktorką z Buenos Aires, która zagrała główną rolę w jednym z najnowszych i najlepszych klipów Argentynek.
Versión en español abajo
Wiek - 24, wzrost - 161 cm, waga - 48 kg, oczy - niebieskie, włosy - blond. Te informacje z serwisu Central de actores są nieco enigmatyczne. Zdradź nam coś więcej.
Mieszkam w Buenos Aires, jestem aktorką, ćwiczę i prowadzę zajęcia z jogi, lubię sztukę w każdej postaci. Robię mnóstwo różnych rzeczy, więc często nie jestem w stanie się na nich skupić, ale taka już jestem, trochę roztrzepana.
Po raz pierwszy widzieliśmy Cię w teledysku do Decepciones zrealizowanym przez grupę Piel do piosenki Banda de turistas. Wydajesz się idealnie pasować do tej roli, powiedz - jak poznałaś dziewczyny i zespół?
Nie znałam ani dziewczyn z Piel, ani zespołu zanim zaczęliśmy pracę nad klipem. Kiedy María i Laura zaproponowały mi współpracę byłam zachwycona, ale nie myślałam wtedy, że rezultat będzie aż tak dobry. Bardzo dobrze się bawiłam pracując z dwiema tak wrażliwymi, a jednocześnie wymagającymi kobietami. Ponadto, to co najciekawsze w Piel to fakt, jak dobrze się uzupełniają. Obie dają ci bardzo różne wskazówki, które jednak zupełnie się nie wykluczają. Nie potrafię tego dobrze wyjaśnić, ale wyglądało to tak, jak byśmy pracowały ze sobą przez bardzo długi czas, a kręcenie trwało przecież tylko jeden dzień. Chłopców z zespołu poznałam na planie i to, co rzuciło mi się w oczy to ich zgranie, to, że bardzo się lubią i szanują osoby, z którymi pracują. Byłam pełna entuzjazmu widząc, że mimo swojego młodego wieku robią tak interesujące rzeczy. Po kręceniu tego teledysku stałam się ich fanką i śledzę z zainteresowaniem ich dalszą karierę.
Opowiedz o kręceniu Decepciones.
To było bardzo zabawne, a zarazem bardzo męczące doświadczenie. Strasznie często się przebieraliśmy i zmienialiśmy makijaż, kręciliśmy dużo różnych scen, a wszyscy pracowali bardzo intensywnie. Nie miałam ani sekundy wytchnienia i bardzo mi się to podobało, bo nie ma nic gorszego dla aktorki niż chwile zawieszenia, podczas których ekipa techniczna pracuje, a Ty czekasz przy zimnej płycie i wsuwasz z nudów wszelkie dobrodziejstwa cateringu. To był bardzo produktywny czas, bo podczas zaledwie jednego dnia zdjęć udało nam się nagrać mnóstwo materiału. Atmosfera była bardzo przyjacielska i wspominam to jako jeden z moich najprzyjemniejszych projektów.
Czy uważasz, że granie muzyki i kręcenie filmów jest łatwe w Twoim kraju? Podoba Ci się życie i praca w Argentynie?
To bardzo skomplikowane - nie tylko w Argentynie, ale też w każdym innym miejscu na świecie. O świecie muzyki nie mogę wiele powiedzieć, ale jeśli chodzi o argentyński przemysł filmowy, to znajduje się on w interesującym okresie - rozwija się i poszukuje swojej tożsamości. Nadal pozostało bardzo wiele do zrobienia, ale myślę, że mamy dziś wielu młodych, utalentowanych reżyserów, którzy mogą zmieniać argentyńską kinematografię. Jednocześnie widać, że jest to trudne środowisko, w którym jedynie nieliczni mogą tworzyć i utrzymywać się wyłącznie z tego.
Lubię mieszkać w Argentynie i bardzo podoba mi się Buenos Aires. To miasto, w którym jest pełno sztuki, a to, co najbardziej mnie pociąga to fakt, że jest tu dużo teatrów. Co do pracy - jako aktorka zdaję sobie sprawę, że jestem jeszcze niedoświadczona i brakuje mi praktyki w wielu dziedzinach.
W klipach, które widzieliśmy wyglądasz jak cudownie odkryta gwiazda włoskiego kina połowy ubiegłego wieku. Lubisz kino europejskie?
Tak, oczywiście! Jest wiarygodne i pokazuje życie w sposób wolny od efektów specjalnych i sztucznych happy endów, co sprawia, że można się z nim identyfikować i dostrzec w nim swoją własną historię. Bardzo mi pochlebia to porównanie!
Jakie masz plany na przyszłość?
Dużo projektów teatralnych i kilka własnych pomysłów w dziedzinie sztuki audio-wizualnej, które chciałabym w tym roku zrealizować. Nauka aktorstwa pod okiem mojego ukochanego profesora Alejandro Catalana, zakończenie studiów na wydziale aktorstwa uniwersytetu artystycznego, a poza tym joga, która sprawia mi wielką satysfakcję i pomaga zachować wewnętrzną równowagę.
Edad: 24, estatura: 161, peso: 48, ojos: azules, pelo: rubio. Esa info escasa está disponible en tu perfil en la pagina web de la Central de actores. Dinos algo más sobre ti.
Vivo en buenos aires, soy actriz, también práctico y doy clases de yoga, me gusta el arte en sus distintas expresiones, me gusta hacer muchas cosas, esto hace que a veces pierda profundidad en lo que hago, pero bueno, así soy, un poco dispersa.
Te vimos por primera vez en 'Decepciones', el video realizado por Piel para una canción de Banda de turistas. Nos pareces una elección perfecta para el papel principal, tu interpretación es electrizante. Dinos algo sobre tu encuentro con Piel y la banda.
No conocía ni a las chicas de Piel ni a Banda antes de este proyecto. Cuando María y Laura, las directoras de piel, me contaron la propuesta, me encantó, pero jamás imaginé que el resultado iba a llegar a ser tan bueno. Disfruté muchísimo el haber sido dirigida por dos mujeres, tan sensibles como exigentes, además lo más interesante de esa dupla es que se complementan muy bien, ambas piden cosas distintas pero no contradictorias, no sabría muy bien cómo explicarlo, como si me hubiesen dirigido por mucho tiempo, pero el rodaje duró sólo un día.
A los chicos de Banda los conocí en la filmación, me encantaron como grupo, se nota que se quieren mucho, son super respetuosos entre sí y con la gente con la que trabajan. Me entusiasmó mucho su trabajo, son muy jóvenes y ya están haciendo cosas muy interesantes. Después de filmar con ellos me converti en una fan más, los escucho seguido y me interesa saber que andan haciendo.
Dinos algo más sobre el rodaje del clip.
Fue muy divertido y muy cansador. Tuvimos muchísimos cambios de vestuario y de maquillaje, se filmaron muchas escenas distintas, todo el equipo estaba trabajando a todo su potencial. Como actriz no tuve ni un segundo de espera, cosa que amé, porque no hay nada más odioso para los actores que esas esperas eternas, mientras el equipo técnico trabaja y uno ahí esperando al lado del catering, comiendo todo lo que se le cruza por delante. Así fue como resultó tan productivo, en un día de rodaje se logró muchísimo material. Pero todo en un clima muy amistoso, fue uno de los rodajes más lindos que tuve.
¿Cómo describirías las condiciones del trabajo en las industrias musical y cinematográfica argentinas? ¿Te gusta vivir y trabajar en Argentina?
Son industrias complejas, en Argentina y en cualquier parte del mundo. Del universo musical, no puedo decir mucho, pero considero que la industria cinematográfica argentina esta en un periodo interesante, ampliándose y encontrando una identidad propia. Aún le falta mucho camino por recorrer, pero creo que tenemos directores jóvenes muy talentosos que pueden aportar muchísimo a este mundo. Igualmente, veo que es un ámbito muy difícil, en donde sólo unos pocos pueden vivir enteramente del cine.
Sí, me gusta vivir en Argentina, me gusta mucho Bs As. Es una ciudad con mucho arte y lo que más me atrae es que está llena de teatros. En cuanto a lo laboral, como actriz sé que tengo un gran recorrido por delante y que aún me falta incursionar en gran cantidad de áreas.
Pareces una, milagrosamente encontrada, estrella de la ola nueva del cinema italiano de los años cincuenta. ¿Te gusta el cine europeo?
Si, claro que me gusta el cine europeo. Tiene ese modo de retratar la vida tan despojado de efectos y finales felices, que permite que uno sienta reflejada su propia historia. Es creíble. Y me halaga profundamente que yo les recuerde a una de esas grandiosas actrices.
¿Qué planes tienes para el futuro próximo?
Muchos proyectos teatrales y algunas ideas propias en el campo de lo audiovisual que pretendo desarrollar este año, seguir tomando clases de teatro con mi profesor amado, Alejandro Catalán, dar las ultimas materias de la carrera de teatro en la Universidad de Arte y seguir dando clases de yoga, que es una actividad que me gratifica profundamente y que me ayuda a mantener el centro en todo momento.
poniedziałek, 18 lutego 2013
Los premios Goya 2013
Wczoraj wieczorem po raz 27. wręczono hiszpańskie nagrody filmowe Goya. Podczas gali ćwierkaliśmy z przekąsem, że gdzie galowo, tam i czerstwo, ale nie o oprawę, wpadki i marną (a marną, marną, marną) zabawę tu chodzi. Zresztą - było nie tylko nieśmiesznie, ale też śmiertelnie poważnie - głównie ze względu na fatalną sytuację polityczną (polecamy m.in. artykuł „Żegnaj Rajoy?” w najnowszej Polityce) i nowe podatkowe obciążenia hiszpańskiej kultury.
Sporo mówiło się też o głośnym problemie hiszpańskiej publicznej edukacji. Wspomniała o nim między innymi Candela Peña (nagroda za najlepszą rolę drugoplanową w „Una pistola en cada mano”) wyrażając obawę o przyszłą edukację swojego dziecka i dodając osobisty komentarz o równie złym stanie publicznej służby zdrowia.
Najważniejsze są jednak wyniki, a te prezentują się następująco:
W najważniejszych kategoriach triumfowała niema i czarno-biała „Blancanieves”, czyli współczesna, choć modnie zapatrzona w przeszłość reinterpretacja baśni o królewnie Śnieżce. Obraz otrzymał aż 10 statuetek (3. najlepszy wynik w historii, po „W stronę morza” - 2004, 14 nagród i „¡Ay, Carmela!” - 1990, 13 nagród), w tym najważniejszą, dla najlepszego filmu. Nowa Śnieżka była zresztą hiszpańskim kandydatem do Oskara, ale nie znalazła się wśród finalistów, prawdopodobnie w związku z ubiegłorocznymi triumfami podobnego stylistycznie „Artysty” Hazanaviciusa.
Z ważniejszych nagród należy wymienić Goyę za reżyserię dla J. A. Bayony za „Niemożliwe” oraz wyróżnienia dla najlepszej aktorki (Maribel Verdú za „Blancanieves”) i aktora (José Sacristán za „El muerto y ser feliz”).
Za najlepszy obraz europejski uznano „Nietykalnych”, a najlepszym filmem iberoamerykańskim niespodziewanie (także dla mocno wzruszonych twórców) ogłoszono kubański „Juan de los muertos”. Dwie nagrody otrzymał film „Grupo 7”, który będzie można zobaczyć podczas 13. Tygodnia kina hiszpańskiego.
Pełna lista nominowanych i zwycięzców na oficjalnej stronie nagród.
czwartek, 6 września 2012
Dominga Sotomayor Castillo - NASZA rozmowa

SŁOWA EKSPLODUJĄ DO WEWNĄTRZ
O tym, że punkt widzenia niekoniecznie zależy od punktu siedzenia, o nowej fali chilijskiego kina i o tym, co jest najmniej narodową rzeczą na świecie - rozmawiamy z reżyserką Od czwartku do niedzieli - filmu, który zwyciężył w głównym konkursie MFF Nowe Horyzonty 2012.
Po pierwsze - gratulujemy zwycięstwa w międzynarodowym konkursie Nowe Horyzonty! Jak było we Wrocławiu? Co myślisz o mieście i festiwalu?
Bardzo dziękuję! Byłam zaskoczona i zachwycona samym festiwalem i pobytem we Wrocławiu, który zapamiętam jako piękne miasto, niezatłoczone jeszcze tłumami turystów. Na Nowych Horyzontach bardzo podobała mi się organizacja, dobór filmów, no a oprócz tego znakomicie się tutaj bawiłam.
Od czwartku do niedzieli to film o rozstaniu obserwowanym oczami dziecka. Młodzi aktorzy i tematyka rozpadu związków międzyludzkich to cechy łączące Twoje krótkie metraże (Debajo, Videojuego) z pełnometrażowym debiutem. Dlaczego to na nich opierasz swoje filmy?
Interesuje mnie hodowanie fikcji, która powoli zaczyna wypełniać puste przestrzenie w mojej pamięci. Punktem wyjścia dla moich historii są prawdziwe wydarzenia, które przyjmują jednak pewną zmienioną formę. Ciekawi mnie to, co mnie otacza i co mogę zaobserwować. Nie zawsze to, co piszę jest autobiografią, ale zawsze ma swój początek w rzeczywistości i dopiero później przeistacza się w artystyczne zmyślenie. Właśnie dlatego na początku eksploruję obszary, które są mi znane i bliskie, a jednym z nich jest niewątpliwie rodzina. Dla mnie jest to zresztą kwestia relatywna, ale faktycznie skupiam się głównie na relacjach międzyludzkich. Interesuje mnie przełamywanie ról w strukturze rodziny i pokazywanie tego procesu jako wyniku związku bliskich sobie ludzi i decyzji, jakie sami podejmują.
Kiedy patrzę wstecz, myślę, że moje krótkie metraże i Od czwartku do niedzieli to tak naprawdę wciąż ta sama opowieść, a każdy film opisuje jedynie inny fragment na osi czasu. Być może to, o czym cały czas mówię, to jedyna historia zdolna tak silnie motywować mnie do kręcenia.
W swoich filmach pokazuję różne wycinki codziennych sytuacji rodzinnych obserwowane z pewnym - wynikającym z filmowej formy - dystansem. Przyjęcie określonych punktów widzenia jest dla mnie ważniejsze niż sama fabuła. Myślę, że moje wspomnienia związane z tym, z jakiej perspektywy widziałam i słuchałam kiedy byłam mała stanowią najbardziej autobiograficzną część Od czwartku… i to właśnie moje zmysłowe doznania sprawiły, że historia została pokazana tak, a nie inaczej. Jest coś organicznego, co każe mi wracać do przeszłości, by zanurzyć się w pewnych momentach, zapewne po to, by ocalić je od zapomnienia. Kiedy staje się to publiczne czuję, że wyrażam mój sposób widzenia świata i mam nadzieję, że nie jest to jedynie grzebanie w mojej własnej przeszłości. Wierzę, że to, co staram się przedstawić może wygenerować emocje i przypomnieć widzom ich własne ważne doświadczenia.
W Debajo kamera patrzy na bohaterów z góry, w Od czwartku… widzimy dzieci siedzące na dachu samochodu i spoglądające w dół na skłóconych rodziców. Czy kwestia perspektywy jest dla Ciebie istotnym elementem pracy nad obrazem?
W Debajo interesowało mnie pokazanie wewnętrznego konfliktu - także w warstwie formalnej.
Interesowało mnie też poszukiwanie treściowych i formalnych ograniczeń, z których mógłby wyniknąć jeden z sensów tego filmu. Lubię eksplorować różne punkty widzenia i obserwować jak mali i nieznaczący wydajemy się z perspektywy kosmosu, tak jak to widać w Debajo. Oszałamia mnie idea, że kino to obrazy - bardzo osobiste, takie, którymi nie może posługiwać się ani muzyka, ani literatura. Myślę, że to właśnie jest to coś, co odróżnia je od innych gałęzi sztuki.
Wracając do samego filmu - myślę, że lubię tworzyć sytuacje nietypowego konfliktu i prowokować emocje samą niewygodną, uwierającą widza perspektywą i realizacją. Kiedy piszę scenariusz od razu myślę o kadrach i sytuacjach. Historia pojawia się później.
Film, który teraz kręcisz - Tarde para morir joven - ma opowiadać o trzech kobietach z wyizolowanej leśnej społeczności - wydaje się, że to zupełnie inna sfera emocji i środków wyrazu. Czy uznałaś, że czas na coś nowego?
To projekt, który nadal jest na etapie pisania scenariusza i zmienia się wraz z upływem czasu. Wśród bohaterów znów znajdziemy dzieci i nastolatków, ale mimo to ten film faktycznie jest dla mnie czymś nowym, bardziej skomplikowanym, ponieważ chcę sportretować w nim większą społeczność. To krok naprzód jeśli chodzi o strukturę scenariusza, który jest tu mniej zamknięty, bardziej rozbudowany, z większą ilością bohaterów i historii, a tak ważny dla mnie punkt widzenia jest w związku z tym bardzo zmienny. Z drugiej strony sądzę, że atmosfera obrazu ma wiele wspólnego z tą, znaną z moich poprzednich dokonań. Powiedziałabym nawet, że jest wynikiem tego, co robiłam wcześniej.
Od czwartku… to film bardzo mocno osadzony w chilijskich realiach. Czy kolejny także będzie związany z Chile?
Tak, Tarde… będzie filmowany w Chile, w zielonej dzielnicy na przedmieściach Santiago. Nie mogłabym chyba kręcić go w innym miejscu, bo sama historia ma związek z moim dzieciństwem i przestrzenią, w której dorastałam.
Mam inny, mniejszy projekt, który planuję nagrać w Europie, ale na dziś to tylko pomysł.
Jeśli jesteśmy już przy geografii - czujesz się artystką chilijską, południowoamerykańską czy światową? Czym jest dla Ciebie Chile?
Lubię mój kraj. Czuję, że to moje miejsce na ziemi, nawet jeśli często je krytykuję. Wydaje mi się, że Chile jest bardzo wyizolowane, funkcjonuje niemalże niczym wyspa. Do tego jest to państwo bardzo tradycjonalistyczne, w którym wciąż istnieje mnóstwo niesprawiedliwości. Mimo to mój kraj stanowi dla mnie to, co znam, to, co mam stabilnego i miejsce, do którego zawsze wracam. Mam tu rodzinę, dom, który bardzo mi się podoba i historie, które motywują mnie do robienia filmów.
Jeśli chodzi o poczucie przynależności artystycznej - czuję, że kino to najbardziej nienarodowa rzecz jaka istnieje. Nie czuje się częścią kina chilijskiego, południowoamerykańskiego czy światowego.
Dla mnie kino ma wiele wspólnego z kwestiami transcendentalnymi i relacjami międzyludzkimi. W tym sensie - tematycznie - czuję się bardziej związana z ogólnie pojmowanym kinem światowym.
W wywiadzie dla Dazed Magazine powiedziałaś, że mimo tego, że na pierwszy rzut oka Od czwartku… nie jest filmem typowo chilijskim, to jeśli przypatrzeć się bohaterom i ich relacji okaże się, że są oni bardzo typowi właśnie dla Chile. Możesz rozwinąć tę myśl?
Myślę, że jest coś bardzo chilijskiego w detalach. Chciałam zrobić film o czymś, co jest blisko mnie, dlatego po drodze coraz bardziej oddalałam się od tego, o czym najczęściej mówi się o Chile w kinie narodowym - od biedy, problemów politycznych itp. itd. Mimo że opowiedziana przeze mnie historia mogłaby zdarzyć się gdziekolwiek na świecie, myślę, że jest coś bardzo chilijskiego w bohaterach i w formie mówienia, która nakazuje milczeć o rzeczach najważniejszych.
Film opiera się jednocześnie na dystansie i inercji, na powstrzymywaniu się od mówienia w momentach, w których słowa w nas niemalże eksplodują do wewnątrz. Być może to historia zrobiła z nas takich bezwładnych introwertyków?
Chilijskość filmu ma wiele wspólnego z codziennym życiem w kraju, ze szczegółową obserwacją ludzi, którzy mnie otaczają, ale mimo to we wszystkich miejscach na świecie zdarzyły się przecież podobne podróże. Pokazując ten film za granicą zorientowałam się, że ludzie w innych krajach identyfikują się z moimi bohaterami i mogą odbierać ich przeżycia jako swoje własne.
Powiedz parę słów o projekcie CINESTACIóN.
Cinestación to firma, którą założyliśmy we trojkę z przyjaciółmi z uniwersytetu. To bardziej spółdzielnia niż firma produkcyjna, bo tak naprawdę nie ma w niej prawdziwych producentów. Reżyserujemy, montujemy i w zależności od projektu, nad którym pracujemy angażujemy kolejne osoby. Cinestación powstało parę lat temu i oznaczało dla nas osiągnięcie pewnej niezależności, która pozwoliła nam starać się o publiczne środki i stworzyć instytucję pomagającą rozwijać kino, które nas interesuje. Dotychczas zrobiliśmy kilka krótkich filmów, Od czwartku… jest naszym pierwszym długim metrażem, mamy też kilka nowych pełnometrażowych projektów w fazie tworzenia. Interesuje nas rozwijanie naszych pomysłów, ale także wspomaganie inicjatyw innych - ogólnie rzecz ujmując - nowych twórców. Chcemy angażować się w nie od samego początku aż po dystrybucję, prowokując kreatywny dialog i będąc jednocześnie platformą produkcyjną.
Oglądając południowoamerykańskie produkcje na Nowych Horyzontach można było odnieść wrażenie, że to właśnie chilijska scena filmowa nadaje nowy ton temu, co dzieje się w kinematografii całego kontynentu. Czy to prawdziwy obraz i czy - jako reżyserka, (nie)producentka i prowokatorka dialogu - czujesz się częścią nowego chilijskiego kina?
Wydaje mi się, że w krótkim czasie pojawiło się w kinie chilijskim sporo nowych tytułów. W związku z tym, że robi się więcej filmów są one interesująco różnorodne i chyba właśnie w związku z tym można mówić o kształtowaniu się nowej fali. Mimo to myślę, że kino chilijskie nadal pozostaje zbiorem kin osobistych, autorskich, bez widocznego wspólnego mianownika łączącego filmy i ich twórców. W kinie argentyńskim czy greckim można zauważyć pewne prądy, punkty, style czy wspólne poszukiwania. W kinie chilijskim jest to bardziej skomplikowane. Dodatkowo - tak jak mówiłam - kino jest dla mnie najmniej narodową rzeczą na świecie. Nie interesuje mnie bycie częścią większej - narodowej czy jakiejkolwiek innej - grupy. Coraz bardziej traci dla mnie sens mówienie o kinie chilijskim, latynoamerykańskim, niezależnym czy - powiedzmy - kinie kobiet. Mogę identyfikować się z twórcami na całym świecie, z interesującymi kinematografiami lub filmami, które mnie przekonują lub w jakiś sposób łączą się z tym, co sama robię. Z pewnością nie ma to jednak nic wspólnego z terytorium, na którym powstają.
Nie ukrywamy, że jesteśmy fanami chilijskiej muzyki (Javiery Meny, Dënver, Fernando Milagrosa…), musimy więc spytać - czy jako Chilijka słuchasz krajowych zespołów?
Tak, często słucham chilijskiej muzyki i bardzo się cieszę, że jest u nas sporo nowych dobrych grup! Podobnie jak Wy lubię Javierę Menę, ale też Manuela Garcię i wielu innych artystów, także tych starszych, jak Violeta Parra czy Los Tres.
Na koniec - wyliczanka. Podaj tytuł swojego ulubionego chilijskiego, południowoamerykańskiego i światowego filmu.
Jeśli chodzi o Chile to El Chacal de Nahueltoro, a z nowszych - Nostalgia de la Luz. Z latynoamerykańskich: La Ciénaga i Luz Silenciosa (pol. Ciche światło). Najtrudniej będzie ze światowym… Cóż, jestem fanką kina Antonioniego, Cassavetesa, Hannekego i Eustache’a, a z mniej znanych filmów polecam A Swedish Love Story Roy’a Anderssona.
Al principio, nos gustaría felicitarte por la victoria de tu película en el concurso del festival Nuevos Horizontes. ¿Lo has pasado bien en Wroclaw? ¿Te gustó el festival y la ciudad?
Muchas gracias ! me encantó estar en Wroclaw. Fue una sorpresa encontrarme con un festival tan bien organizado en esa ciudad preciosa todavía no invadida por turistas. La programación me pareció muy buena y además lo pasé muy bien.
En 'De jueves a domingo' observamos la ruptura de una pareja desde la perspectiva de un niño. Con frecuencia trabajas con actores muy jóvenes y tanto en tus cortometrajes ('Debajo', 'Videojuego') como en tu debut largo abarcas el tema de la ruptura amorosa. ¿Por qué es el motivo que vuelve en tus filmes?
En un primer momento me interesa hacer crecer la ficción ocupando los espacios vacíos de mi memoria, luego las historias se despegan de mi vida y toman su forma propia. Me interesa lo que tengo cercano y he observado. No siempre es autobiográfico, pero siempre hay detalles de la realidad que mezclo con otras imágenes y después avanzan hacia la ficción. En ese sentido lo primero que tengo al frente es lo familiar. Para mi lo familiar es relativo, son relaciones entre personas, me interesa quebrar los roles, que lo familiar tenga que ver con conexiones y decisiones personales.
Si veo hacia atrás creo que mis cortos y De jueves a domingo son como una misma historia, como si hubiera sacado momentos de una misma linea de tiempo, quizás es la única historia que hasta ahora me nace contar. Son distintos fragmentos de situaciones familiares cotidianas vistas con cierta distancia formal. La historia para mi no es lo más importante, sino ponerme en un punto de vista determinado. Creo que mis recuerdos de como veía y escuchaba cuando era chica son lo más autobiográfico en esta película, el como estos recuerdos físicos determinan la puesta en escena. Hay algo orgánico que me hace volver al pasado, enfrascar momentos quizás para no olvidar. Al hacer esto público siento que estoy expresando mi forma de ver el mundo, espero que no tenga que ver solo con escarvar mi pasado y que pueda generar alguna emoción, una experiencia valiosa o algún tipo de reflexión en el espectador.
En uno de tus cortometrajes, 'Debajo', la cámara observa a los protagonistas desde arriba, en 'De jueves a domingo' los niños sentados en el techo de un coche observan desde arriba a sus padres discutiendo. ¿Es la cuestión de perspectiva un elemento clave para ti a la hora de trabajar sobre una película?
Me interesaba que una puesta en escena sea conflictiva de por si, hacer búsquedas en torno a limitaciones desde donde pueda surgir el sentido de la película.
Me gusta explorar los diferentes puntos de vista, ver lo insignificantes que parecemos vistos desde un Eclipse por ejemplo (en "Debajo"). Me alucina la idea de que el cine son imágenes, que no puede ser literatura, música, que no puede ser otra cosa que cine. Hay algo en el cine que lo hace diferente. Me gusta ponerme en una posición crítica, generar una emoción desde la incomodidad de la puesta escena. Mientras escribo estoy pensando en encuadres y situaciones, la historia se va relelando después.
Hemos leído que tu próxima película, 'Tarde para morir joven', contará la historia de tres mujeres viviendo en una casa aislada, localizada en el medio del bosque. Parece que serán emociones e instrumentos retóricos distintos a los que hemos visto en tus películas anteriores. ¿Has llegado a la conclusión que te gustaría probar algo nuevo?
Es un proyecto que está todavía en etapa de escritura, ha ido cambiando. Hay también tres niños y adolescentes como protagonistas, sin embargo lo siento como un paso nuevo, un proyecto un poco más complejo porque quiero retratar a una comunidad y el punto de vista es fluctuante. Pienso que viene de la misma atmósfera de mis trabajos anteriores, pero es un paso más allá en cuando a la estructura, es menos encerrado, hay más personajes, más historias.
'De jueves a domingo' es una película muy chilena. Que nosotros sepamos tu nuevo filme será rodado en Europa. ¿Influirá el sitio de rodaje al carácter de la película? Si fuera así, ¿cuáles serán las diferencias?
No, Tarde para morir joven también se va a filmar en Chile, en un barrio ecológico a las afueras de Santiago. No podría filmarlo en otro lugar, tiene que ver con mi infancia y el lugar donde crecí. Tengo otro proyecto más pequeño que puede que filme en Europa, pero por el momento es solo una idea.
Y si ya hemos mencionado un poco la geografía: ¿Te consideras más bien una artista chilena, latinoamericana, o mundial? ¿Qué representa tu país para ti?
Me gusta mi país, siento que es mi lugar más allá de que critique muchas cosas. Me parece que es un país aislado, muy insular, muy tradicional todavía, con mucha injusticia. Sin embargo es mi país, lo que conozco, lo que tengo estable y el lugar al que siempre vuelvo. Aquí está mi familia, mi casa que me gusta mucho, el origen de las cosas que me motiva filmar. Siento sin embargo que el cine es lo menos nacionalista que hay, no me siento más conectada con el cine chileno que con el cine latinoamericano o mundial, para mi el cine tiene que ver con cosas más trascendentales y con relaciones humanas, en ese sentido me siento más del mundo.
En una entrevista publicada en Dazed Magazine dijiste que los protagonistas de 'De jueves a domingo' y la relación entre ellos son muy típicos para Chile. ¿Podrías desarrollar un esa opinión?
Creo que hay algo muy chileno en los detalles, me interesaba hacer una película sobre lo que tengo cercano, así de paso me alejaba de lo que más se muestra de Chile: la pobreza, los problemas políticos etc. Aunque la historia pueda pasar en cualquier otro lugar siento que hay algo chileno en estos personajes, en la forma de hablar sin decirse nada. La película tiene una contención y una inercia para mi muy chilena, esa forma que tenemos de no decir nada queriendo explotar. La historia del país quizás nos ha hecho introvertidos. Lo chileno tiene que ver con la vida cotidiana de aquí, quizás con mis observaciones de pequeños detalles de la gente que me rodea, pero sin embargo en todos lados han ocurrido los mismos viajes y al estrenar me di cuenta que la gente de otros paices se siente identificada y puede tomar las vivencias de la película como algo propio.
¿Podrías decir un poco sobre el proyecto CINESTACIÓN?
Cinestación es una productora que armamos tres compañeros de la Universidad. Es como una cooperativa porque es una productora sin productores, somos dos directores y una montajistas y vamos invlocrando a otras personas según los proyectos. Creamos la productora hace algunos años como una forma de independizarnos, de poder presentar nuestros proyectos a los fondos públicos y crear una plataforma para desarrollar el cine que nos interesa. Hasta el momento hemos hecho varios cortometrajes, De jueves a domingo es el primer largometraje y tenemos dos proyectos de largometraje en desarrollo. Nos interesa desarrollar nuestros proyectos pero también de otros, en general de nuevos realizadores, e involucrarnos desde el comienzo hasta la distribución, estableciendo un diálogo creativo y siento a la vez una plataforma de producción.
Después de haber visto varias producciones latinoamericanas en el Nuevos Horizontes 2012 tenemos la impresión de que la cinematografía chilena es fuerte, fresca y original y - tal como el nuevo cine griego en Europa- lleva la batuta en la cinematografía del continente ¿Te parece verdadera esa opinión? ¿Te consideras una parte de la 'nueva ola' del cine chileno?
Me parece que en poco tiempo ha crecido mucho la producción de Cine en Chile, pienso que se hacen más películas, hay una variedad interesante y es justo hablar de esa nueva ola que surgió. Sin embargo creo que el cine chileno sigue siendo un conjunto de cines personales sin mucha conexión entre las películas ni los autores. En el cine argentino o Griego por ejemplo, se pueden ver corrientes, puntos de unión, estilos o búsquedas comunes. Pienso que en el cine chileno es más dificil. Como dije antes para mi el cine es lo menos nacionalista que hay, no me interesa formar parte de un grupo, cada vez tiene menos sentido para mi hablar de cine chileno, o latino, o independiente o de mujeres, puedo conectarme con diferentes personas alrededor del mundo y vincularme con cines que me hacen sentido o películas que dialogan con la mia, no tiene que ver con los territorios.
Te hacemos una confesión... somos fans perdidos de varios artistas chilenos, de Javiera Mena, los Dënver, Fernando Milagros, Fakuta... ¿Escuchas la música nacional?
Si, me gusta mucho la música chilena, hay varios grupos nuevos buenos, me gusta también la Javiera Mena, Manuel García etc. También hay música chilena menos actual que me gusta mucho, como Violeta Parra y Los Tres.
Y, para terminar, dinos tus películas preferidas: una chilena, una latina y una mundial.
Chilena: El Chacal de Nahueltoro, más actual: Nostalgia de la Luz,
Latina: La Ciénaga y Luz Silenciosa,
Mundial es muy difícil… me gusta el cine de Antonnioni, de Cassavettes, de Hanneke, Eutache, y una película menos conocida "A swedish love story" de Roy Anderson.
DOMINGA SOTOMAYOR CASTILLO - ur. w 1985 roku w Santiago de Chile reżyserka filmowa; jej debiutancki film pełnometrażowy - De jueves a domingo (Od czwartku do niedzieli) - miał premierę w 2012 roku na MFF w Rotterdamie, gdzie otrzymał Nagrodę Tygrysa; film zwyciężył także w konkursie MFF Nowe Horyzonty 2012 we Wrocławiu. Częściowo autobiograficzny obraz opowiada o rozpadzie rodziny z perspektywy dzieci, które wyruszają z rodzicami w ostatnią wspólną podróż.
środa, 22 sierpnia 2012
Sebastián Lelio - NASZA rozmowa

Esencja chilijskości
O filmach starych, nowych i jeszcze niepowstałych, o wrocławskich Nowych Horyzontach, muzyce, Chile i o tym, dlaczego należy uprawiać filmowy nacjonalizm rozmawiamy z jednym z najwybitniejszych przedstawicieli młodej generacji południowoamerykańskich filmowców.
Na początku musimy powiedzieć, że ogromnie cieszy nas to, że znowu pojawiłeś się na Nowych Horyzontach! Wiemy, że lubisz ten festiwal, ale jako tutejsi nie możemy nie spytać - jak Ci się podoba Wrocław?
Uwielbiam to miasto, a festiwal darzę dużym uczuciem i sentymentem. Można powiedzieć, że mój romans z Nowymi Horyzontami opiera się na odwzajemnianiu uczuć. Mój pierwszy pełnometrażowy film Sagrada Familia wygrał konkurs w 2006 r., później powróciłem do Wrocławia jako członek jury w 2009, a teraz Rok tygrysa był jednym z filmów otwarcia. Bardzo podoba mi się program festiwalu, a kryteria doboru są mi bardzo bliskie. Idea “nowych horyzontów” to powołanie i wezwanie. Każdy filmowiec powinien ich szukać.
Rok tygrysa znacząco różni się od Twoich wcześniejszych obrazów. Czy to świadome przejście do innej stylistyki czy raczej potrzeba chwili?
Każdy film to osobny problem i osobne wyzwanie. Rok tygrysa jest moją filmową odpowiedzią na trzęsienie ziemi i tsunami, które dotknęły Chile w 2010 roku. Nawet jeśli różni się od moich poprzednich obrazów, to właśnie one pozwoliły mi stworzyć go w takiej formie, w jakiej ostatecznie zaistniał. Scenariusz był tu bardzo ograniczony, podobnie zresztą jak dialogi, a całość w dużej mierze opiera się na improwizacji aktorów. Wierzę w twórczy rozwój, ekspansję, poszerzanie pola artystycznej bitwy i zdobywanie nowych horyzontów.
Wiemy, że pracujesz aktualnie w Berlinie nad obrazem, który roboczo funkcjonował jako Realismo Maternal. Podobno planujesz też kolejny film - The Industrial Revolution. Możesz powiedzieć coś więcej?
W tym momencie podróżuję po świecie z Rokiem tygrysa i jednocześnie kończę montaż mojego czwartego filmu. Jego roboczy tytuł faktycznie brzmiał Realismo Maternal, ale ostatecznie nazwałem go Gloria. To historia Chilijki, która niedługo skończy 60 lat; obsesyjne studium jej osobowości i dramat z elementami gorzkiego humoru. To mój najbardziej “ekspansywny” film, jeśli chodzi o ilość miejsc i aktorów, którzy się w nim pojawiają.
Oprócz tego przygotowuję kolejny projekt - Leche materna (Mleko matki) - obraz, do którego reżyserowania zostałem zaproszony. Film jest oparty na scenariuszu, który bardzo mi się podoba, między innymi dlatego, że należy do mojego tematycznego “terytorium” - religia, seksualność, polityka.
Czy w związku z pracą w Berlinie Gloria będzie miała - w przeciwieństwie do poprzednich - mocno związanych z Chile dzieł - bardziej europejski charakter?
Gloria została w całości sfilmowana w Chile, jedynie montaż odbywa się w Europie. Teraz być może nakręcę coś małego w Berlinie dzięki wsparciu DAAD (Deutscher Akademischer Austausch Dienst - berliński program oferujący granty artystom sztuk wizualnych z całego świata - przyp. ORX).
Czy czujesz się artystą chilijskim, południowoamerykańskim czy światowym? Czym jest dla Ciebie Twój kraj?
Jestem istotą ludzką, stworzeniem zamieszkującym planetę Ziemia, które dorosło w Chile, dużo podróżuje po świecie i kręci filmy. Chile jest dla mnie jak matka - zawdzięczam jej wszystko, ale równocześnie potrzebuje się od niej uwolnić.
Ulubione filmy Sebastiana Lelio:
(Takie listy nigdy nie są wyczerpujące i sprawiedliwe, ale spróbujmy:)
chilijski: Tres Tristes Tigres (Raúl Ruiz)
latynoamerykański: Memorias del subdesarrollo (Tomás Gutierrez Alea)
światowy: Strumienie miłości (John Cassavetes)
W wywiadzie dla serwisu TRIPCHILE powiedziałeś: “Trudno robić kino gdziekolwiek, a już na pewno w Chile”. Domyślamy się, że chodziło o sytuację polityczną, która spowolniła rozwój kinematografii. Jak jest dzisiaj?
Zdecydowanie łatwiej niż kiedyś. Mimo tego, że narodowe kino wciąż nie otrzymuje odpowiedniego wsparcia, to dziś kręcenie filmów w moim kraju jest w ogóle możliwe. Co do samego tworzenia - to nigdy nie jest i nie będzie łatwe. Filmy pochłaniają dużo pieniędzy, a na dodatek produkcje z USA rozpychają się w kinach na całym świecie, w którym brakuje przez to miejsca na kinematografie narodowe. To bardzo skomplikowany problem, ale właśnie dlatego NALEŻY opisywać w filmach miejsca, w których się mieszka.
Oglądając południowoamerykańskie produkcje na Nowych Horyzontach można było odnieść wrażenie, że chilijska scena filmowa jest niezwykle świeża, mocna i - podobnie jak kino greckie w Europie - nadaje nowy ton temu, co dzieje się w kinematografii całego kontynentu. Czy to prawdziwy obraz i czy czujesz się częścią nowej fali chilijskiego kina?
Wydaje mi się, że odrodzenie kina chilijskiego i całe jego nowoczesne dzieje powinno liczyć się mniej więcej od 2005 roku. Dziś kręcenie w Chile jest zadaniem bardzo stymulującym. Jest tu mnóstwo energii, wiele talentów, dużo głodu wyrażania i nowych form narracji. Kino chilijskie to kino żywe. A ja? Cóż, nie mogę uniknąć bycia częścią grupy ludzi w podobnym wieku, którzy robią filmy w tym samym miejscu i tym samym czasie.
W swoich filmach często łączysz seks i religię. Chile, podobnie jak Polska, jest krajem silnie katolickim. Jak Twoja twórczość komentowana jest w kraju?
Konserwatyści postrzegają moje filmy jako kontrowersyjne, liberałowie jako realistyczne.
Pomówmy trochę o muzyce - bardzo ważnym elemencie we wszystkich Twoich filmach. Do dziś pamiętam moment, kiedy w 2006 roku po raz pierwszy oglądałem Świętą rodzinę i po raz pierwszy usłyszałem Secreta presencia Javiery i Los Imposibles. Potem było Navidad, w którym zagubione płyty ojca jednej z bohaterek napędzają rozwój wydarzeń i są kluczowe dla atmosfery obrazu. Teraz - w Roku tygrysa - mamy przewijającą się przez cały film piosenkę o Kanaan…
Muzyka zawsze odgrywa centralną rolę w moich filmach i jest to dla mnie bardzo naturalne. Bardzo lubię muzykę w kinie, ale muszę przyznać, że podoba mi się także nagość ciszy i szorstkość ludzkiego głosu.
Powiedziałeś mi we Wrocławiu, że dyrektorem artystycznym Roku tygrysa był chilijski muzyk Fernando Milagros. Ty wyreżyserowałeś teledysk do najlepszego utworu na jego najnowszej płycie. Możesz opowiedzieć o Waszej współpracy?
Fernando to mój dobry przyjaciel i wspaniały artysta. Oprócz tego, że jest muzykiem jest też związany z teatrem. W naszym przypadku współpraca artystyczna zawsze łączyła się z przyjaźnią. To dlatego jakiś czas temu wyreżyserowałem teledysk do Piedra angular. Powinniście słuchać jego muzyki, jest naprawdę poruszająca!
Wśród napisów końcowych do Navidad odnaleźliśmy podziękowania dla Gepe i Javiery Meny… Dla nas Chile to obecnie także jeden z jaśniejszych punktów na muzycznej mapie świata. Jak to wygląda z Twojej perspektywy?
Tak, w Chile kino, teatr, poezja, taniec, muzyka i wszelkie rodzaje sztuki przechodzą teraz okres eksplozji i płodności.
W europejskich recenzjach Twój styl bywa porównany do stylu Johna Cassavetesa, “Świętą rodzinę” zestawiano natomiast z “Teorematem” Passoliniego. Czy kino amerykańskie i europejskie inspiruje Cię bardziej niż filmy Ameryki Południowej?
Jak wypada filmowe porównanie: Ameryka Południowa kontra reszta świata?
Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Bardziej wierzę bowiem w poszczególnych reżyserów niż w kino narodowe jako koncept. Nie wiem, czym miałaby być esencja chilijskości w kinie chilijskim, ale intuicyjnie wyczuwam, że wiązałaby się z pewnymi technikami, które pozwalają stworzyć obraz na pograniczu dokumentu i fikcji. Fundamentalnym twórcą tak skonstruowanych filmów jest właśnie Cassavetes. A Pasolini - wiadomo - jest wielki. Jego filmy są niczym nierealne dzieła-filary sfilmowane tysiące lat temu, a jego kino wciąż wywiera niezwykły wpływ.
Nos gustaría empezar por decirte que estábamos muy felices de poder verte de nuevo en Wroclaw, en el festival Nuevos Horizontes. Sabemos que te gusta el festival, dinos también ¿qué tal te gusta la ciudad?
Me encanta la ciudad y al festival le tengo mucho cariño. Digamos que entre el festival y yo ya existe una especie de mutuo romance. La Sagrada familia, mi primera película, ganó el festival en 2006, luego regresé como miembro del jurado en 2009 y ahora El año del tigre fue una de las películas de apertura. Me gusta mucho la programación de Nuevos Horizontes. "Nuevos horizontes" es casi un llamado vocacional, es lo que todo cineasta debería buscar.
Tu última película 'El año del tigre', que abrió el NH2012, difiere mucho de tus películas anteriores. ¿Es una ruptura consciente con la estética antigua o el empleo de nuevos instrumentos retóricos se debió más bien al tema abordado?
Cada película es un problema y un desafío distinto. "El año del tigre" es mi respuesta cinematográfica al terremoto y tsunami que golpeó a chile en 2010. Si bien, es distinta a mis películas anteriores, fueron éstas las que me permitieron filmar El año del tigre de la manera en que se filmó, con un guión muy mínimo, sin diálogos escritos, utilizando mucha improvisación con los actores. Creo en la expansión, en crecer como cineasta, en expandir el campo de batalla y en conquistar nuevos horizontes!
Hemos leído que tu próxima película 'Realismo Maternal' es rodada esos días en Berlín. Aparentemente ya estás pensando también sobre un nuevo proyecto 'The Industrial Revolution'. ¿Podrías decir algo de esos filmes?
En este momento estoy viajando con El año del tigre, y estoy terminando el montaje de mi cuarto largometraje, llamado "Gloria", que es en lo que derivó 'Realismo Maternal'. Es la historia de una mujer chilena que está por cumplir 60 años, es un estudio obsesivo sobre un personaje, es un drama con varios toques de humor ácido. Es mi película más expansiva en términos de cantidad de locaciones y de actores. Además estoy preparando una nueva película que se llamará "Leche Materna", película que me han invitado a dirigir, basada en un guión que me gusta mucho y que aborda temas que pertenecen a mi "territorio"; Religión, sexualidad, política.
Tus películas anteriores fueron realizadas en Chile y la próxima, tal como hemos mencionado, la estás rodando en Berlín. ¿Tendrá entonces 'Realismo Maternal' un carácter diferente, europeo?
Gloria se filmó en Chile y sólo está siendo montada en Berlin. Ahora, quizás filme algo pequeño en Berlin, gracias al apoyo de la DAAD.
¿Te consideras más bien un artista chileno, latinoamericano, o mundial? ¿Qué representa tu país para ti?
Soy un ser humano del planeta tierra que creció en chile, que se mueve por el mundo y que hace cine. Chile es como mi madre, se lo debo todo y a la vez debo liberarme de ella.
En una entrevista que diste al portal web TRIPCHILE dijiste que era muy complicado hacer cine en cualquier país, especialmente en Chile. ¿A qué se deben las dificultades de rodar filmes en Chile? ¿Tiene la situación política alguna influencia negativa? ¿Ha cambiado algo últimamente?
En chile es más fácil filmar ahora que antes. Si bien aún falta mucho apoyo y protección al cine nacional, hoy es posible filmar. Pero bueno, filmar siempre es difícil. Es un arte muy caro y el cine norteamericano se ha encargado de pisotearlo todo, de no dejar espacio para las cinematografías nacionales, esto es complejo. Por eso HAY que filmar, hay que contar desde el lugar en el que uno está habitando.
Después de haber visto varias producciones latinoamericanas en el Nuevos Horizontes 2012 tenemos la impresión de que la cinematografía chilena es fuerte, fresca y original y - tal como el nuevo cine griego en Europa- lleva la batuta en la cinematografía del continente ¿Te parece verdadera esa opinión? ¿Te consideras una parte de la 'nueva ola' del cine chileno?
Me parece que el cine chileno inició su renovación y su entrada a una nueva etapa de modernidad alrededor de el año 2005. Es estimulante estar filmando en chile hoy, hay mucha energía, mucho talento, mucho hambre por expresar, nuevas formas de narrar han ido surgiendo. Es un cine que está vivo. Y si, no puedo evitar ser parte de un grupo de gente de una edad parecida y que está haciendo películas en un mismo momento espacio temporal.
En tus películas muchas veces el sexo y la religión van juntos. Chile, tal como Polonia, es un país católico. ¿Cuál es la recepción de tus filmes en Chile? ¿Se los considera controvertidos?
Los conservadores los consideran controvertidos, los liberales, los consideran realistas.
Hablemos un poco de la música que nos parece un elemento importantísimo de tus películas. Hasta hoy en día me acuerdo muy bien de la emoción fuerte que sentí al ver 'La Sagrada Familia', en el NH2006, cuando escuché por primera vez 'Secreta Presencia' de Javiera y los Imposibles. En tu siguiente película - 'Navidad' - los vinilos paternos, buscados y finalmente encontrados por una de los protagonistas, desempeñan un papel importante en el desarrollo de la historia y son cruciales para el ambiente del filme. En 'El año del tigre' tenemos una canción sobre la tierra de Kanaan que vuelve varias veces. ¿Cómo eliges música para tus películas, cuáles son los criterios más importantes?
La música siempre termina por jugar un rol central en mis películas, es algo que ocurre naturalmente. Me gusta mucho la música en el cine, aunque también adoro la desnudez del silencio o la tosquedad de la voz humana.
Después de la proyección del 'Año del tigre' en Wroclaw dijiste que Fernando Milagros fue el director artístico del filme. Tu rodaste el clip para la mejor canción de su nuevo disco. ¿Puedes decir algo sobre vuestra colaboración?
Fernando es un gran amigo y un tremendo arista. Es además de músico un destacado diseñador teatral. Con él se dio un encuentro en que amistad y colaboración artistica se han combinado siempre, hace poco dirigí un video clip para una de sus canciones. Deberían escuchar su música, es conmovedora.
En lo créditos de la 'Navidad' hemos visto los agradecimientos a Gepe y a Javiera Mena... Para nosotros Chile es actualmente uno de los países más interesantes desde el punto de vista musical. ¿Lo es también desde tu perspectiva?
Si. En Chile el cine, el teatro, la poesía, la danza, la música y en fin, todas las artes, están pasando por un momento de expansión, de explosión y de gran fertilidad.
En las reseñas europeas tus películas son comparadas muchas veces a las de John Cassavetes, 'La sagrada familia' se la menciona al lado del 'Teorema' de Passolini. ¿Te inspira más el cine norteamericano, europeo o el latino? ¿Cuál para ti sería el resultado del partido cinematográfico América Latina contra el resto del mundo?
Difícil de responder. Creo más en los directores que en el "cine de un país" como concepto. No se muy bien qué es "lo chileno" del cine chileno, pero intuyo que tiene que ver con estrategias que instalan el relato en le cruce del documental y la ficción. En eso Cassavetes es fundamental. Y Pasolini, bueno, es inmenso. Pareciera que sus imágenes hubieran sido filmadas hace miles de años, es muy poderoso.
Y, para terminar, dinos tus películas preferidas: una chilena, una latina y una mundial. Estas listas son siempre injustas e insuficientes, pero bueno, intentémoslo:
Chilena: Tres Tristes Tigres de Raúl Ruiz
Latina: Memorias del subdesarrollo Tomás Gutierrez Alea
Mundial: Love Streams de Cassavetes
UN ABRAZO!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



